Poradnik dla kobiet

Poradnik dla kobiet

Artykuł Miesiąca

Problem poradników dla kobiet polega na tym, że są tanie. Problem kobiet polega na tym, że czytają poradniki dla kobiet.

Poradnik dla kobiet

Przy czym nie zrozumcie mnie źle, nie ma nic złego w taniej książce. Tania książka kojarzy mi się z tonami kryminałów Agathy Christie, które tata kupował w wielkim, białym namiocie w trakcie wakacji spędzanych nad morzem. Taniość poradników dla kobiet to jednak zupełnie inna tania kategoria. Niech pierwsza rzuci kamień ta, która nigdy nie przeczytała, że mężczyźni są z Marsa, kochają zołzy i w ogóle są jacyś inni. Chroniczna paranoja. Mamy udawać niedostępne i brać sprawy w swoje ręce, wierzyć w ducha feminizmu i lepić domowe pierogi – a przede wszystkim walczyć o miano kobiety sukcesu dyspozycyjnej 24/7, jednocześnie tocząc bój o to, żeby nie zostać okrzykniętą wyrodną matką, która nie ma czasu dla własnego dziecka. Uroczo. W najlepszym razie kończy się to przyzwyczajeniem się do tego stanu (tak, tak, stanu chronicznej paranoi), w najgorszym sięgnięciem w akcie ostatecznej desperacji po kolejny poradnik dla kobiet.

Swoją drogą hasło „dla kobiet” od zawsze wywoływało u mnie konsternację. Taką kobiecą łatkę dostało mnóstwo produktów. Można odnieść wrażenie, że to klasyczny chwyt marketingowy – wyprodukować coś i opatrzyć hasłem „dla kobiet”. Całkowicie zrozumiałe jeżeli produkuje się tampony, ale w pozostałych przypadkach? Jogurt dla kobiet, chusteczki dla kobiet i nowy notes dla kobiet. Zupełnie tak jakby mężczyźni nie jedli, nie mieli kataru i nie potrafili pisać. W drugą stronę to tak nie działa, nie produkuje się piwa, albo papieru toaletowego dla mężczyzn. Spece od marketingu widocznie wychodzą z założenia, że na facetów takie sztuczki w stylu „specjalnie dla ciebie” zwyczajnie nie działają. Pytanie dlaczego – bo w ogóle to są jacyś inni?

Kolejna interesująca kwestia – była taniość, jest inność. Kwestia interesująca i równocześnie zabawna, bowiem z moich obserwacji (rzecz jasna nie popartych żadnymi rzetelnymi badaniami) wynika, że wiele kobiet rzeczywiście traktuje mężczyzn jak inny gatunek – mianowicie psy, czy tam inne mopsy. Azor niewiele różni się od Misia, albo Misio od Azora, zależy jak na to spojrzeć. Azora trzeba rano wyprowadzić, Misia trzeba czasami przyprowadzić po „upojnej” nocy spędzonej z kolegami. Azorowi trzeba wszystko dokładnie wytłumaczyć i tysiąc razy powtarzać, żeby nie gryzł kapany. W wypadku Misia takie dobitne tłumaczenie i powtarzanie również jest jak najbardziej w cenie – wie to każda kobieta, która przynajmniej raz w życiu wypowiedziała „TE” słowa: przykręć karnisz, wymień żarówkę, czy ostateczny gwóźdź do trumny – wyjdź w końcu z tej łazienki. Jakby się nad tym głębiej zastanowić to różnic na azorowo-misiowej linii nie ma zbyt wiele. Może to, że Azor nie marudzi, że jego matka lepiej gotuje.

Podsumowując – jak więc autorzy poradników dla kobiet malują obraz typowego mężczyzny? Tak z poradnikowej definicji to jakaś inna istota, funkcjonująca w alternatywnej rzeczywistości, z którą porozumieć się można jedynie przy zastosowaniu (para)psychologicznych trików. Komunikacja na niemal mistycznym poziomie, owiana mroczną tajemnicą, którą rozwikłać może nie kto inny, a właśnie ci sławetni autorzy. Dlaczego tak? Dlaczego taki obraz? Stwierdzenie, że dla pieniędzy byłoby zbyt proste – zresztą poradniki dla kobiet, jak już nam się udało szczęśliwie ustalić, są tanie. Dla sławy? – może, ale cóż to za sława, dla sławy to pisze się książki o bohaterach, albo chociaż najlepszych sposobach na pozbycie się zwłok, a nie o mężczyznach. Odpada wiara (we własną popularność), nadzieja (na zarobek), nie pozostaje więc nic innego niż czysta miłość. Do czego? – do przeintelektualizowanych analiz, które mają rzekomo prowadzić do jakiś szokujących i trzęsących światem w posadach okryć. W sumie to się zgadza, nic nie szokuje tak jak rzetelny dowód na to, że facet śpiący obok w łóżku to kosmita (w końcu z Marsa).

Nie ma to jak poradnik dla kobiet.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o